Eksperyment, który przy wspólnej aprobacie postanowiliśmy podjąć, czyli zaprezentowanie kilku tytułów na jednym spotkaniu, czytanych w małych grupkach, chyba nie do końca się sprawdził. Wprawdzie udało się przedstawić 5 tytułów spośród lektur klubowych, to jednak zabrakło czasu na rozmowę, a tym bardziej dyskusję wokół problematyki wybranych książek.
Słowa uznania padły wobec powieści biograficznej poświęconej Kornelowi Filipowiczowi, partnerowi Wisławy Szymborskiej — nie za ilość przytoczonych faktów czy ujawnienie szczegółów relacji z noblistką. Autorce, czyli Justynie Sobolewskiej, udało się pokazać prawdziwego Filipowicza — tym bardziej autentycznego, że zaprezentowanego w kontekście historycznym czasów, w których żył i tworzył.
Natomiast rozczarowaniem literackim okazała się książka Ignacego Karpowicza — znanego z dobrze przyjętej „Sońki”. Książka wykracza tematycznie daleko poza rzeczywistość; temat oceniono jako wybrany przez autora raczej dla zwrócenia na siebie uwagi. Zbyt wiele absurdów sprawiło, że książka została odebrana jako pozbawiona większego sensu.
Nie zachwyciła też powieść Krystyny Kofty o znamiennym tytule „Fausta”. Książka, choć poruszająca ważne tematy — przemijanie ludzkiego życia i oczekiwanie na uśmiech od losu — została napisana zbyt kwiecistym językiem, co czyni z niej lekturę niełatwą, a nawet momentami nudną.
Godnymi polecenia – jako reportaż poświęcony wojennym losom polskich dzieci oraz swoiste studium psychologiczne polskich matek – zostały uznane „Dzieci wygnane” i „Znikając”.
Temat sytuacji dzieci w czasie wojennej zawieruchy, traktowany jako główny, nie należy do zbyt częstych ani w tekstach epickich, ani publicystycznych. A przecież wojna na tych najmniejszych zostawiła ślady, które widoczne były do ostatnich dni ich życia. Istnieje przekonanie, że dziecko — niezależnie od sytuacji — zawsze będzie dzieckiem. Choćby w najbardziej tragicznej sytuacji dziecko wykrzesze z siebie dziecięcą świeżość, uśmiech, chęć zabawy. Ale trzeba pamiętać, że cena, jaką płaciły dzieci w czasie wojny, a zwłaszcza w czasie zesłania na Syberię, była bardzo wysoka. Wspomnienie dziesięciu dorosłych, którzy cały tragizm — śmierć bliskich, głód, praca ponad siły — przeżyli jako dzieci, sprawia, że nam, współczesnym, łatwiej docenić dobrodziejstwo czasów, w których żyjemy, cieszyć się tym, co mamy, a niejednego uczynić czulszym i wrażliwszym.
Z kolei książka Anny J. Dudek – kolejna zachęcająca lub wręcz zmuszająca do refleksji nad macierzyństwem, które najczęściej przedstawiane nam jest jako błogosławieństwo, szczególne wyróżnienie, błogostan. Piękne i zadbane dziecko gaworzące w wózeczku, pachnące mlekiem wyssanym z piersi własnej matki, uśmiechnięta i spełniona w macierzyństwie szczęśliwa kobieta-matka – to obrazy, które są lansowane i które powinny przychodzić na myśl, bo takie jest oczekiwanie społeczne. Nie odbiera się dobrze matek narzekających na obrzęknięte piersi i pogryzione sutki, matek skarżących się na niewyspanie i ból pleców, matek z trudem radzących sobie z brakiem czasu dla siebie, irytujących się głośnym płaczem dziecka wywołanym kolką. A o tej mniej barwnej stronie bycia matką jest książka „Znikając”. Jako że w naszym Klubie dominują kobiety, książka wywołała duże zaciekawienie i poruszenie. Można zaklinać rzeczywistość i tworzyć idylliczne obrazy sfery życia, która prędzej czy później dotyczyć będzie zdecydowanej części kobiet, można też odważnie i szczerze napisać, że macierzyństwo obfituje w blaski i cienie, a kobieta decydująca się na przedłużenie ludzkiego rodu nie musi być matką z obrazu Wyspiańskiego.
