Zapadała noc, a morze było spokojne. Smutny Maciupek znalazł na brzegu białą muszlę – “Ale co ci po muszli mały przyjacielu, jeśli jej nie masz komu pokazać?”. Bo on zawsze szedł przez życie sam, pochylony, ze spuszczoną głową, bojąc się odezwać do innych stworzonek, które napotykał. A przecież – “Jeśli od wszystkich będziesz uciekał, nie znajdziesz przyjaciela”
I nagle w łapki Maciupka trafił list od istotki jeszcze bardziej wystraszonej niż on. Wyruszył więc, aby pomóc Drobince. A wtedy rozjaśnił się mrok, a on sam stał się silniejszy i odważniejszy.
To piękna opowieść Tove Jansson pt. “Kto pocieszy Maciupka?”. O tym, że nie możemy skupiać się tylko na swoich słabościach, bo przecież nigdy nie jesteśmy tak słabi, aby nie móc przyjść z pomocą komuś, kto jej potrzebuje jeszcze bardziej niż my. O tym, jaki słoneczny blask wnosi w nasze dni przyjaźń i miłość, bo gdy jesteśmy dla siebie wsparciem, nic nie jest nam straszne. Wystarczy tylko, że pokonamy swój lęk i odzyskamy wiarę w siebie. A wtedy możemy zmienić swoje życie jak maciupki troll.
Jak wielu z nas zna tę uroczą i głęboką opowieść Mamy Muminków, fińskiej pisarki pochodzenia szwedzkiego? Zapewne nieliczni. Dlatego też postanowiliśmy wnikliwej pochylić się nad jej biografią i kolejne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęciliśmy obszernej pozycji – “Tove Jansson. Mama Muminków”, autorstwa Boel Westin.
Właśnie z niej dowiedzieliśmy się, że pisarka otrzymywała mnóstwo listów od najmłodszych czytelników i na wszystkie…zawsze odpisywała, uważając, że dzieci nie wolno ignorować.
I właśnie list od takiego małego czytelnika ze Szwecji stoi za przytoczonym na początku opowiadaniem. Z wyjaśnień zamieszczonych w biografii, pochodzących z roku 1963, dowiadujemy się, że pewne dziecko podpisało się “Maciupek”, tłumacząc – “Nie zna mnie pani, ale jestem jednym z tych małych, drobnych, co zawsze znajdują się poza, których się nie zauważa ani nie zaprasza, i na których się nie patrzy podczas rozmowy. Boję się niemal wszystkiego”. Pisarka postanowiła go pocieszyć, pokazać, że jest ktoś kto lęka się jeszcze bardziej i tym samym tchnąć w niego pewność siebie.
Czytając niezwykle analityczną i precyzyjną publikację o życiu T.Jansson, dowiemy się również, iż Muminki narodziły się w pewnej… kuchni, co miało związek z łakomstwem autorki. A było to w latach 30, we wczesnej jej młodości. Mieszkając u swego wujka Einara, miała zwyczaj myszkować nocą w szafce w spiżarni. A wtedy on napominał ją, że istnieją „trolle Muminki” , które mogą jej dmuchnąć znienacka w szyję – bo gnieździły się w kuchni za piecem kaflowym. Ich wygląd zaczerpnęła z malowniczej scenerii zimowej – zainspirował ją pniak w lesie, zasypany tak, że śnieg zwisał z niego jak wielki, zaokrąglony biały nos.
Tak więc Muminek, Włóczykij, Ryjek, Paszczak i panna Migotka wywędrowali prosto zza kuchennego zapiecka i znaleźli drogę do serc wielu pokoleń tych najmłodszych, ale i nie tylko. Bo też pośród przygód niesfornych trolli szukali wytchnienia od wojny i ci starsi. Pierwsza książka o Muminkach -” Małe trolle i duża powódź” została opublikowana w 1945 roku, ale jej wstępna wersja powstała już zimą 1939 roku. Słoneczna i różnobarwna Dolina Muminków miała być poniekąd ucieczką od brutalnej wojennej rzeczywistości oraz związanej z nią traumy. I dowodem na to, że nawet w nawet najgorszych czasach, inspirowani nadzieją, nie powinniśmy tracić wiary w to, że warto odważnie podjąć ryzyko, aby znaleźć swoją słoneczną dolinę.
Biografia napisana przez Bowel wzbudziła we wszystkich uczestniczkach klubowego spotkania przeróżne odczucia i refleksje. Pierwszoplanowo pokazała jednak z pewnością to nieznane, nieodkryte oblicze Tove Jansson i udowodniła, że w opowieściach o małych trollach, odnajdą się i te całkiem “Duże Trolle”:)
Zapraszamy do naszej biblioteki Wszystkich, którzy chcą powrócić do muminkowych historii z dzieciństwa, ale i tych, którzy dotąd zupełnie je ignorowali. Pośród naszego księgozbioru są nie tylko perypetie Włóczykija i małej Mi, ale także listy i opowiadania Tove Jonsson oraz jej autobiografia “Córka rzeźbiarza”. Z pewnością warto z nią wyruszyć w literacką podróż, bo przecież, jak sam pisała – “Wszystko trzeba odkryć samemu…”
